Droga diagnozy – czyli jak dowiedziałam się o nefropatii IgA

Zanim otrzymałam diagnozę: „To jest nefropatia IgA” minęło naprawdę dużo czasu.

Pierwszy objaw, że coś jest nie tak pojawił się w moim przypadku podczas anginy, którą przechodziłam z wysoką gorączką (zażywałam wtedy Amoksycyklinę). Wtedy zauważyłam, że mam brązowy mocz, co mnie zaniepokoiło. Lekarz rodzinny kazał wykonać badanie moczu w którym pojawiło się białko i krwinki czerwone. No i zaczęło się… dostałam skierowanie do nefrologa – a raczej świstek papieru – żadnych porad gdzie się udać, żadnych wskazówek…

Wyobrażam sobie jak leczenie musi być trudne dla starszych osób zdanych na samych siebie – przecież żeby zdobyć choćby numer do rejestracji poradni trzeba skorzystać z internetu! Jedynym rozwiązaniem jest w takim przypadku pomoc rodziny, bo lekarz w doradztwo raczej się nie angażuje….niestety.

Poszukiwanie lekarza

…nie jest łatwe. Ponieważ czułam się zagubiona, w dodatku nie mając wcześniej kontaktu ze szpitalami stwierdziłam, że poszukam lekarza na własna rękę – prywatnie. Znalazłam doktora Lesława Bąka, jednak zdecydowanie nie polecam! Co prawda widząc moje wyniki moczu zasugerował, że jest to właśnie nefropatia IgA. Celny strzał przyznajcie. Jednak zamiast doprowadzić diagnozę do końca, zwodził mnie prywat0nym leczeniem przez kolejny rok, zamiast skierować do szpitala. Kazał robić badania moczu, na których ciągle wychodziło to samo – białko w moczu i dużo (ok.40-50)  krwinek czerwonych (świeżych, częściowo wyługowanych i wyługowanych). Dr Lesław Bąk robił mi też USG nerek, ale ono nie wykazywało zmian. Jak teraz sobie to wszystko przypominam to kompletnie nic nie wynikało z tych wizyt, bo nadal nie zostało zastosowane żadne leczenie, a białka w moczu ciągle przybywało.

Wniosek – warto zaufać poradniom przyszpitalnym, zwłaszcza przyklinicznym!
Choć może nie zawsze jesteśmy z nich w 100% zadowoleni, mamy przynajmniej pewność, że lekarze nie mają tam interesu w przedłużaniu diagnozy naszej choroby – jeśli jest potrzeba zostaniemy szybko skierowani na oddział szpitalny.

Pobyt w szpitalach

Po tych wizytach pełnych rozczarowań trafiłam do nefrologa, który na pierwszej wizycie dał mi skierowanie do szpitala – na Arkońskiej w Szczecinie. Mówiła, że nakłują mi tam nerkę… Owszem, byłam tam przez 2 tygodnie, ale nerki mi nie nakłuli (biopsja), bo powiedzieli, że utrata białka 0,9 g/dobę to za mało i trzeba to obserwować. Przy wypisie otrzymałam lek „nefroprotekcyjny” Tritace i zalecenie kontroli białkomoczu dobowego. Niecały miesiąc później mój dobowy białkomocz wynosił 4,12 g!!! Ach, zapomniałam dodać, że kreatynina cały czas była i jest w normie.
Dzięki koleżance, która poradziła mi Szpital na Pomorzanach w Szczecinie trafiłam na tamtejszy oddział Nefrologii. Poradziła mi, żeby z tak wysokim białkomoczem od razu iść na izbę przyjęć. Tak też zrobiłam. Szczęśliwy koniec diagnozy był już blisko!
Na oddziale najpierw zrobiono szereg badań, np. wykluczające tocznia. Muszę przyznać, że oczekiwanie na wyniki było bardzo stresujące. Wiem, że toczeń jest o wiele trudniejszą do leczenia chorobą niż nefropatia IgA. Po otrzymaniu wyników lekarze zdecydowali zrobić biopsję nerki (na jej opis czekałam ok. 3 tygodnie), która wyjaśniła wszystko…

Lekarze mówią, że nefropatia IgA spośród innych rodzajów kłębuszkowych zapaleń nerek jest akurat najlżejszą odmianą, więc bądźmy dobrej myśli!

A jak Wy dowiedzieliście się o chorobie?
Czy też trwało to tak długo?
Czy może trafiliście od razu na dobrych lekarzy?

Napiszcie o tym w komentarzach poniżej.

Comments

  1. Napisany przez aka

    Odpowiedz

  2. Napisany przez magda

    Odpowiedz

  3. Napisany przez escape

    Odpowiedz

  4. Napisany przez przodownik_pracy

    Odpowiedz

  5. Napisany przez Marysia

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge